Angielski, balet, basen, warsztaty plastyczne i teatralne, gimnastyka artystyczna, ceramika, dżudo... Lista zajęć dodatkowych, na które można zapisać przedszkolaka, z roku na rok staje się dłuższa. Na co się zdecydować? Co zrobić, by nie „przedobrzyć”?
Kiedyś wszystko było prostsze. Przedszkola nie organizowały żadnych kółek naukowych ani warsztatów. W ramach zwykłych, codziennych zajęć dzieci uczyły się, rysowały domki, lepiły z plasteliny, gimnastykowały się, a od czasu do czasu przygotowywały jasełka albo występy z okazji Dnia Matki. Po godzinie 15 czy 16 wracały do domu. Jeśli ktoś chciał, mógł jeździć z maluchem na basen albo do domu kultury, jednak większość przedszkolaków spędzała popołudnia po prostu w pobliżu trzepaka lub piaskownicy.
Dziś od nadmiaru możliwości może zakręcić się w głowie. Poza rytmiką, gimnastyką korekcyjną i zabawami z logopedą niemal każde przedszkole (także publiczne) oferuje coś jeszcze. Najczęściej angielski, warsztaty plastyczne, taneczne i teatralne, czasem także szachy, naukę gry w tenisa, balet, sporty walki (dżudo, aikido, taekwondo). Ciągle pojawia się coś nowego: a to zajęcia komputerowe, a to nauka gry na dzwonkach, flecie czy syntezatorach... W jednym z wrocławskich przedszkoli publicznych studenci Akademii Rolniczej prowadzą nawet lekcje na temat... nietoperzy. Coraz popularniejsze są warsztaty stymulujące rozwój pamięci i różnych rodzajów inteligencji. Zajęcia dodatkowe w przedszkolach to nie wszystko, bo nie brakuje ich także w innych miejscach. Dzień w dzień po opuszczeniu przedszkola kilkulatki rozjeżdżają się w różne strony: na basen, lodowisko, do domu kultury, na dodatkowy angielski. Wręcz nie wypada nigdzie malca nie zapisać.
Warto proponować maluchowi różne ciekawe zajęcia, bo każdy nowy rodzaj aktywności otwiera kolejną szufladkę w jego umyśle. Wszelkie zajęcia ruchowe (włącznie z tańcem i baletem) rozwijają fizycznie, uczą koordynacji oraz dyscypliny. No i najważniejsze - pozwalają dziecku się wyszaleć. Plastyczne ćwiczą rękę, teatralne uczą współpracy, a także panowania nad emocjami. Zarówno jedne, jak i drugie rozwijają wyobraźnię, a także uwrażliwiają na piękno. Mają dużo zalet.
To wszystko jest bardzo cenne, warto jednak pamiętać, że wspomniane szufladki otwierają nie tylko zorganizowane zajęcia, ale także wszystkie zwyczajne rzeczy, na które współczesnym dzieciom i ich zapracowanym rodzicom brakuje czasu: spacery po parku, wizyty w zoo i na targu staroci, sklejanie z mamą latawca i wspólne zastanawianie się nad tym, dlaczego nie chciał latać, podwórkowe kłótnie o to, czyj tata jest wyższy... Dlatego nie miej wyrzutów sumienia, jeśli nie chcesz albo nie możesz zapisać malca na basen czy naukę gry na pianinie, a przedszkole, do którego chodzi twój smyk nie oferuje żadnych „cudów”. Kilkulatek potrzebuje przede wszystkim uwagi rodziców, kontaktów z rówieśnikami i swobody.
źródło: miesięcznik Przedszkolak